sobota, 31 października 2009

Pachnę Klein'owską wiecznością i wmawiam sobie, że istnieją rzeczy które w żaden sposób nie mijają. Robin Thicke w tle coś powtarza o pozostaniu młodym, a na spotkaniu z M. rozpatrywałyśmy kiedy nadejdzie pora na pierwszy botoks i wyśmiałyśmy jedną z nowszych komentatorek mody. Wieje jesienią i już mi zimno. Z chęcią ukryłabym się pod kołdrą, zakrywając się po sam czubek nosa i przespała to wszystko. Mam zmarznięte palce, zimną herbatę i chyba to brzmi jakbym narzekała, ale w sumie wcale tak nie jest. Będę się upierać, że jest dobrze do momentu, aż nie powiesz dość. Żałosne, ale właśnie tak to wygląda.

niedziela, 11 października 2009

Zdeformowane obrazy przez odbicie ulegają jeszcze większym deformacjom. I wtedy patrząc na siebie oczami innych wydaje się, że mam twarz potwora. Może to tylko moje, wewnętrzne, neurotyczne, a więc również i do obrzydzenia narcystyczne postrzeganie wszystkiego.
Dziwne, ale w jednej chwili znów chciałam się wyprać od środka. Wyczyścić wszystko i poczuć błogosławioną pustkę. Dobrze, źle. Wszystko względne i narzucone. Chociaż teoretycznie, po co się przejmować. Obiektywnie, nie ma czym.
A ranek jak zawsze ześle coś nowego. Otworzy oczy i przeczyści duchowe wnętrzności.

Sądzę, że oczekuję niemożliwego.

poniedziałek, 5 października 2009

Zaczął się nowy etap. Nie straszny, całkiem przyjemny w praktyce, bym powiedziała. I mimo jesiennych, zimnych wiatrów i innych pogodowych nieprzyjemności, ja jakoś chyba promienieję. Nie mam głowy do spoglądania wstecz, rozmyślania nad tym co robię dobrze, a co może źle. Na rozrywanie swojego sposobu bycia na miliony kawałków i obwinianie się za kolejne gafy towarzyskie. Nie ma już: "Co oni o mnie mogą myśleć?". Po prostu jestem, taka ot zwykła. Nic nikomu nie udowadniam i wszystko jest na swoim miejscu najwyraźniej. Otwieram oczy coraz szerzej i nie mogę się napatrzeć. Nagle znów mogę wszystko, nawet jeżeli boli mnie pół szczęki i czuję się niesymetrycznie uzębiona. I jeszcze tyle przede mną, tyle będę mogła zrobić.
"Nowość" jak zawsze odwraca moje życie i wywołuje uśmiech. Lubię zaczynać od nowa.

Krakowskim fanom MJ'a gratulujemy udanego "Beat it"
120 osób, 4 miejsca (tak jedno podwójnie, więc w sumie może i 5) dużo pracy włożonej, ale efektem była wspaniała zabawa.
Chociażby tu na Rynku.

Template by:
Free Blog Templates