poniedziałek, 28 grudnia 2009

47. Never thought I was right, never thought we were wrong. It just seemed very nice to feel closer to you.

Okres podsumowań. Nie za bardzo jestem do niego przekonana. Nie wiem,czy chcę podsumowywać ten rok. Z pewnością był nie mniej bogaty w różne wydarzenia niż poprzedni.
Jednak cały 2009 mimo wszystko spowity był cieniem swojego początku. Bo tak to jest, że czasem nawet nie zdążymy się pożegnać. Przeprosić. Czas, który zabiera to co ważne zwalił mnie na kolana, mimo że nie chciałam się do tego przez bardzo długi czas przyznać. Łzy zawsze były i będą oznaką słabości.

"-Martaaaaa! Dziadek po Ciebie przyszedł- rozlegał się krzyk któregoś z 'dyżurujących' przy wejściu do sali dzieci. Dziewczynka szybko sprzątała to czym akurat się zajmowała, zabierała rysunki z tego dnia i biegła pokazać dziadkowi. Gdy usłyszała już wystarczająco dużo pochwał, zabierała rysunkii chowała je do przedszkolnej teczki. Żegnała Panią Dorotkę lub Danusię i Panią Lucynę, przytulała Weronikę na do widzenia i wychodziła z sali łapiąc Dziadka za rękę. Schodzili na dół po schodach do szatni i już wtedy zaczynała się relacja z całego dnia. Co robiła, jak się bawiła, co jadła, jak było na placu zabaw. Dziadek słuchał, pomagał zmienić jej buty i słuchał, jakby opowiadała rzeczy najważniejsze na świecie. A ona się uśmiechała. Wychodzili z przedszkola i wtedy padało to ważne pytanie:
-A Jagoda jest u babci?
- Tak dzisiaj przyjechała- odpowiadał Dziadek
- To chodźmy po słodycze- tonem nad wyraz rozsądnym stwierdzała dziewczynka"

Naprawdę nie spodziewałam się, że taki dzień kiedykolwiek nadejdzie. Minął prawie rok, jak głupia płaczę wspominając cokolwiek i dopiero teraz jestem w stanie przyznać się jak wiele nocy zwijałam się z bólu. Z braku Ciebie. Mimo, że próbowałam przed tym uciec, gubiąc co chwilę drogę. Taki to był uroczy początek roku. Chciałabym Cię pożegnać. Puścić. Ale jeszcze nie potrafię. Przepraszam. Nadal gdzieś tam w głowie jest: "Wróci"

Później nadeszła wiosna i działo się wiele.
Znów pozwoliłam sobie na bycie zabawką w tamtych rękach. Chcąc sprawdzić i upewnić się, że już napewno nic wpadłam kolejny raz i naiwnie czekałam na deklaracje. I jak zawsze obeszło się bez nich. Jednak nie byłam na tyle daleko od brzegu, żeby się utopić. Skończyło się na kolejnym rozczarowaniu. I nadwyrężeniu mojego zaufania do świata.

Potem w skrócie. Matura, nie taka straszna. Boszkowo na weekend, było przyjemną ucieczką. Noc Świętojańska. Wyniki matury. Praca przy składaniu koszulek. Rekrutacja na studia. Chwila stresu, ale jak zawsze spadam na cztery łapy (oczywiście, chodzi jedynie o tę dziedzinę życia), bo koniec końców jestem na wyplanowanej w ostatniej chwili fizjoterapii.
Gdzieś tam po drodze przewinęły się mniej więcej dwa tygodnie samodzielnego życia na Biskupinie w towarzystwie czarnego kota. Koncert MGMT też był miłym elementem wakacji, co z tego, że zmarzłam i padało?
Końcówka września oznacza koniec mojej kariery zawodowej i początek tej studenckiej. Studia nie straszne, ludzie okazują się cudowni. Jednak październik to również z rozjazdy, wyjazdy. Każdy zaczyna żyć własnym życiem- kolejny z uroków studiowania. Ale na to nie trzeba narzekać.
I tak dochodzimy do końca roku. Szkoda, że można go nakreślić w paru słowach. Końcówka to ostatnie naście, to mam nadzieję, że tym razem nie zabawka, to całkiem udane święta.

Oczywiście przez cały rok przewijały się też elementy stałe. Falowo pojawiające się ED, zazwyczaj w chwilach, kiedy nie wiedziałam co ze sobą zrobić, gdy nie miałam czym zająć myśli uciekałam do tych starych przyjaźni. Z okazji postanowień noworocznych powinnam z nimi skończyć. Czas pokaże czy tak jak za każdym razem będzie to zamiatanie problemu pod dywan, czy w końcu definitywny koniec.

Jak mówiłam już od początku roku- mało prawdopodobne, żeby kolejny był tak fatalny jak 2009. Puszczam go wolno i pozwalam mu odejść, żeby z nadzieją spojrzeć na rok kolejny.
Który ma być lepszy.
Musi.

0 komentarze:

Prześlij komentarz